Lipiec-sierpień 2026: Nie do szuflady
Autor: Aleksandra Fortuna-Nieć
Do Planety Kawy wchodzą jak do siebie. Zanim zdążymy usiąść, obsługa już wie, co podać. – „I koniecznie do kawy poprosimy nasze ulubione rogaliki. Są świeże i najlepsze” – uśmiecha się Ivan. Agnieszka kiwa głową z przekonaniem.
Nie sposób nie zauważyć, że są tu lubiani. Właściciele chętnie zatrzymują się na krótką rozmowę, ktoś macha z drugiego końca sali. Tacy są także w swoim antykwariacie na dworcu bocheńskim – otwarci, ciekawi ludzi, zawsze gotowi opowiedzieć historię przedmiotu, ale jeszcze chętniej wysłuchać historii człowieka, który z nim przychodzi. Sprzedają podczas Dni Bochni, pojawiają się na Targach Książki, współpracują z biblioteką, angażują się w lokalne wydarzenia.
Przy kawie szybko okazuje się jednak, że nie będziemy rozmawiać wyłącznie o antykach. Stare przedmioty są dla nich tylko początkiem opowieści. Znacznie ciekawsze są drogi, którymi do nich trafiają, ludzie, którzy je przynoszą, i historie, które dzięki nim można ocalić.

Od Kinder Niespodzianki do pierwszych kolekcji
– „Od czego właściwie zaczyna antykwariusz?” – pytam. Ivan odpowiada bez chwili zastanowienia: – „Od Kinder Niespodzianki”. Agnieszka wybucha śmiechem. – „Naprawdę. To nie jest żart. Ludzie wyobrażają sobie, że ktoś najpierw kończy studia, a później otwiera antykwariat. Tymczasem większość kolekcjonerów zaczyna od rzeczy zupełnie zwyczajnych. Figurki z Kinder Niespodzianki, znaczki, monety, pocztówki, później karty telefoniczne. Z czasem człowiek zaczyna poznawać innych kolekcjonerów, wymieniać się, jeździć na giełdy staroci i nagle okazuje się, że ta pasja zajmuje coraz większą część życia”.
Ivan przyznaje, że sam przeszedł właściwie wszystkie etapy kolekcjonerstwa. – „Miałem czterdzieści tysięcy kart telefonicznych. Udało mi się sprzedać tylko część kolekcji, zanim całkowicie straciła wartość. Kiedyś wszyscy byli przekonani, że to świetna inwestycja. Średnia karta kosztowała około dziesięciu złotych i wydawało się, że ceny będą tylko rosły. Potem rynek się skończył. To była dla mnie dobra lekcja”.
Dzisiaj wraca do tej historii z uśmiechem, ale wtedy był to ważny moment. Dzięki niemu zrozumiał, że w świecie kolekcjonerów nic nie jest pewne. – „Nie każdy antyk z roku na rok drożeje. Mody się zmieniają. Jak czegoś nagle pojawi się dużo, wartość spada. Dlatego nigdy nie kupuję czegoś tylko dlatego, że może kiedyś będzie droższe. Najpierw musi mnie zainteresować sam przedmiot”.
To podejście przewija się przez całą naszą rozmowę. Ivan częściej mówi o ciekawości niż o pieniądzach. – „Największą radość mam wtedy, kiedy trafia mi się coś, czego wcześniej nie znałem. Wtedy zaczyna się szukanie informacji. To jest najciekawsze. Lubię takie kurioza, rzeczy nietypowe, które nie pojawiają się codziennie”.
Wiedza z muzeów i domów aukcyjnych
Pasja z czasem przerodziła się w zawód, ale nie stało się to z dnia na dzień. Ivan najpierw ukończył filologię polską w Bułgarii i w rodzinnym mieście prowadził pierwszy antykwariat, a potem postanowił uporządkować wiedzę i ukończył studia podyplomowe z rynku sztuki i antyków w Krakowie. Do dziś wspomina je jako jedno z najważniejszych doświadczeń.
– „To nie były studia prowadzone przez ludzi, którzy znali temat tylko z książek. Wykładali specjaliści z muzeów, galerii, domów aukcyjnych. Każdy zajmował się czymś innym – porcelaną, szkłem, srebrem, malarstwem czy militariami. Mogliśmy oglądać prawdziwe przedmioty i uczyć się ich rozpoznawania”.
Czytaj dalej w lipcowo-sierpniowym numerze Kroniki.
Warning: Undefined array key 0 in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
Warning: Trying to access array offset on null in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
