Czerwiec 2026: Więcej niż działka
Autor: Aleksandra Fortuna-Nieć
183 działkowców, własny staw, alejki, które dla wielu mieszkańców Bochni są miejscem codziennych spacerów, i historia sięgająca czasów, gdy ogród budowali własnymi rękami górnicy z bocheńskiej kopalni. ROD „Górnik” to dziś nie tylko miejsce uprawy warzyw i owoców, ale także zielona przestrzeń spotkań, odpoczynku i sąsiedzkiej integracji.
O tym, jak zmienia się ogród, dlaczego nie wszyscy działkowcy lubią tuje, co niszczą dziki i turkucie, i jak własnymi siłami budowano nowe biuro oraz altanę z zadaszeniem, z Eugeniuszem Koniecznym, prezesem ROD „Górnik”, oraz Mieczysławem Dzięciołowskim, wiceprezesem ogrodu, rozmawia Aleksandra Fortuna-Nieć.

Rodzinny Ogród Działkowy „Górnik” wpisuje się w 45-letnią historię rodzinnych ogrodów działkowych w Polsce. Choć początki ruchu działkowego związane były z ogrodami pracowniczymi tworzonymi przy zakładach pracy, w 1981 roku zostały one przekształcone w rodzinne ogrody działkowe. Od 1983 roku „Górnik” nieprzerwanie działa w strukturach Polskiego Związku Działkowców. Nie jest jednak jedynym ogrodem rodzinnym w Bochni – funkcjonują także ROD „Trinitatis” i „Hutnik”, a za najstarszy uważa się ogród „Zalesie” na stoku Uzborni.
Jak zmienił się ROD „Górnik” na przestrzeni lat?
– Ogród ma obecnie 183 użytkowników. Przede wszystkim widać zmianę pokoleniową. Coraz więcej osób traktuje działkę jako miejsce wypoczynku, a nie uprawy warzyw czy owoców. Trochę nad tym ubolewamy, dlatego staramy się promować tradycyjne działkowanie. W tym roku wyróżniliśmy jedenaście osób, które szczególnie dbają o swoje uprawy. Chcemy pokazać, że ogród działkowy to coś więcej niż trawnik, tuje i altanka.
No właśnie, po naszym krótkim spacerze odnoszę wrażenie, że za tujami panowie nie przepadacie…
– Nie bardzo. Był czas, kiedy likwidowaliśmy je niemal hurtowo. Niektórzy byli na nas obrażeni. Zawsze powtarzaliśmy, że rodzinny ogród działkowy nie jest cmentarzyskiem z tujami. Te stare żywopłoty były siedliskiem chorób i szkodników, zacieniały działki, powodowały konflikty między sąsiadami.
Dzisiaj nadal walczycie z tujami?
– Raczej z myśleniem krótkoterminowym. Na szkoleniach od razu mówimy nowym działkowcom: nie sadźcie wysokich drzew i wielkich żywopłotów. Drzewa są piękne, dopóki są małe. Później zaczyna się przycinanie, wywożenie gałęzi i problemy.
Bywały o to spory?
– Oj, bywały. Mieliśmy dwa ponad czterdziestoletnie świerki. Sąsiedzi prosili właściciela, żeby je przyciął, bo zacieniały działki i robiło się niebezpiecznie. Nie chciał słyszeć o wycince, podawał argumenty związane z ochroną środowiska. Aż po dwóch czy trzech latach świerki zaatakowała choroba. Najpierw jeden zbrązowiał, później drugi. I wtedy właściciel sam przyszedł pytać, co teraz zrobić. Czasem natura rozwiązuje problemy za nas.
Na pewno pojawiają się też szkodniki.
– Oczywiście. Turkucie podjadki potrafią zniszczyć sadzonki w jedną noc. Krety też odwiedzają działki, choć przynajmniej zjadają część innych szkodników. Każdy działkowiec zna te problemy.
Czytaj dalej w czerwcowym numerze „Kroniki”.
Warning: Undefined array key 0 in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
Warning: Trying to access array offset on null in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
