Maj 2026: gra o powrót
Autor: Aleksandra Fortuna-Nieć
Łąkta Dolna. Dom na malowniczym wzgórzu i dwa gołębniki. Poranną ciszę przecina trzepot skrzydeł – znak, że w hodowli Tomasza Babrala właśnie zaczyna się kolejny dzień…

Gołębiami otaczał się od najmłodszych lat, ale długo była to pasja chłopca, a nie świadomy wybór dorosłego człowieka. Przełom przyszedł w 2005 roku, kiedy Tomasz Babral wstąpił do Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych – Oddział Myślenice, Sekcja Stadniki – i zaczął regularnie lotować. Już dwa lata później pojawiły się pierwsze znaczące sukcesy, w tym mistrzostwo oddziału i sekcji. To był moment, który zmienia sposób myślenia – z hobby na coś więcej. – „Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że warto rozwijać hodowlę na poważnie” – wspomina.
Wkrótce współtworzył nowy oddział Dobczyce–Stadniki i również tam sięgnął po mistrzostwo. Kolejnym krokiem była sekcja Trzciana w Oddziale Limanowa 2. A potem przyszła decyzja, która mówi o tej pasji najwięcej – przeprowadzka. W 2011 roku z Rdzawy do Łąkty Dolnej. I zanim zbudował dom, założył gołębnik.
Dziś jego hodowla to około dwustu gołębi. Sto lotowych, pięćdziesiąt rozpłodowych i tyle samo młodych. – „Młode traktuję głównie jako przyszłość hodowli – ich prawdziwa wartość ujawnia się dopiero w kolejnych sezonach” – tłumaczy.
Pytany o ulubione gołębie, pojawia się uśmiech. Nie chodzi jednak tylko o wyniki, choć te bywają imponujące. Liczy się coś więcej – charakter i powtarzalność. – „Cenię gołębie, które wyróżniają się regularnością i charakterem. To one budują prawdziwą siłę hodowli”. Każdy wybitny ptak ma tu swoje miejsce na zawsze. Nie jako narzędzie do wyniku, ale jako część historii. Najstarsza samica, nazywana „Babcią”, urodziła się w 2008 roku jeszcze na starym gołębniku w Rdzawie. Dziś jest niemal domownikiem. – „Naprawdę da się lubić. Jest uwielbiana też przez moje dzieci, bo łatwo można wziąć ją do ręki”.
W sporcie gołębiarskim łatwo zachwycić się jednym mistrzem. – „Trudniej zbudować drużynę, która wygrywa regularnie” – podkreśla doświadczony hodowca. Przy gołębiach spędza kilkagodzin dziennie. Trening, karmienie, pielęgnacja, szczepienia, dokumentacja, „koszownie”, loty i obserwacja… Poza sezonem pracy jest mniej, ale nadal trzeba zachować regularność i kontrolę nad stadem.
Na co dzień pan Tomasz jest menedżerem Serwisu Volvo Polska Samochody ciężarowe. W obowiązkach związanych z hodowlą wspierają go żona Jadwiga i córka Berenika (uczennica Zespołu Szkół nr 1, kwietniowa kandydatka do tytułu „Gracji Bocheńskiej 2026”). Nieoceniona jest pomoc synów Staszka i Tomka.
– „Pomaga także Michał i Andrzej, czyli nasi wierni kibice. Ważna jest współpraca z innymi hodowcami i wymiana doświadczeń. Jestem członkiem międzynarodowego teamu Rohnfried z Niemiec. Firma ta jest też naszym sponsorem w zakresie suplementów oraz promocji naszej hodowli. Moim mentorem pozostaje jednak Ryszard Murzyn ze Słopnic, czołowy hodowca okręgu Nowy Sącz oraz kuzyn Robert, z którym wychowaliśmy się razem przy gołębiach. To on wprowadzał mnie w świat sportu gołębiarskiego – podkreśla pan Tomasz. – Największym moim kibicem był już nieżyjący wujek Tomek, ojciec Roberta. Jestem przekonany, że niczym gołąb patrzy na nas z góry na każdym locie”.
Jak wygląda przygotowanie gołębi do sezonu?
– W zasadzie sezon zaczyna się w momencie, gdy kończy się poprzedni – tak jak w każdym profesjonalnym sporcie. We wrześniu, po ostatnich lotach, łączymy gołębie w pary, żeby mogły wychować młode. Potem wchodzą w okres pierzenia, który trwa około miesiąca do półtora i wymaga szczególnej troski.
Zimą ponownie rozdzielamy ptaki, żeby nie znosiły jaj. Czasem robię wtedy wstępne parowanie nowych par, żeby na wiosnę było łatwiej. Gołębie rozpłodowe łączę w połowie lutego, często z uwzględnieniem faz księżyca, a lotowe na początku marca – zazwyczaj wychowują po jednym młodym.
Później przechodzę na system wdowieństwa. Trening odbywa się dwa razy dziennie wokół gołębnika, a przed sezonem dochodzą wywózki – od kilku do kilkudziesięciu kilometrów. Selekcja trwa cały czas, bo to ona napędza postęp – zostają tylko najlepsze.
Czytaj dalej w majowym wydaniu „Kroniki Bocheńskiej”.
Warning: Undefined array key 0 in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
Warning: Trying to access array offset on null in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
