Październik 2025: budujemy coś wyjątkowego
Autor: Aleksandra Fortuna-Nieć
Jej znaki rozpoznawcze to energia, dobry żart, bezpośredniość. Na parkiecie – szybkość, gibkość i nieprzewidywalność. Dzięki Britney Jones Contimax MOSiR Bochnia zyskał nowe oblicze i nieocenioną dawkę inspiracji i motywacji zarazem. – „Myślę, że wiele osób nas lekceważy, ale to dobrze – wkrótce przekonają się, jaka naprawdę jest nasza siła” – mówi Amerykanka.

1 września obchodziła urodziny. Ma 38 lat i ogromne doświadczenie w Orlen Basket Lidze Kobiet. Występowała w Ślęzy Wrocław, Zagłębiu Sosnowiec i Enei AZS Politechnice Poznań. Wcześniej zdobywała między innymi mistrzostwa z klubami w Rumunii, Belgii, Szwajcarii i Salwadorze.
Jak rozpoczęła się twoja koszykarska przygoda?
– Wszystko zaczęło się, kiedy miałam cztery lata. Moi kuzyni byli dużo starsi ode mnie i nie chcieli mnie dopuścić do gry. Bardzo płakałam. – „Dajcie mi piłkę, chcę grać!” – krzyczałam, a oni na to, że nie mogę.
Któregoś Bożego Narodzenia mama zapytała mnie: – „Co chcesz dostać w prezencie?”. A ja bez wahania odpowiedziałam: – „Chcę kosz do koszykówki”. Mama była zdziwiona: – „Na pewno? Jesteś pewna?”. A ja: – „Tak, naprawdę chcę kosz”.
Miałam wtedy cztery lata. Mama kupiła mi taki dziecięcy zestaw z Toys „R” Us – kosz z serii Michaela Jordana, do postawienia w domu. I to był początek. Od tego momentu narodziła się moja miłość do koszykówki. To był mój własny kosz, więc nikt już nie mógł mi powiedzieć, że nie mogę grać.
Poza tym trenowałam też akrobatykę. Mama zadzwoniła nawet do bardzo dobrej drużyny gimnastycznej w Chicago, żeby zapytać o możliwość naboru. Okazało się, że… spóźniłyśmy się o jeden dzień. Testy odbyły się dzień wcześniej! Do dziś myślę, że to był znak od Boga, bo inaczej pewnie poszłabym w gimnastykę, a nie w koszykówkę.
Kto był twoją koszykarską inspiracją?
– Na początku to byli chłopcy z podwórka. Grali lepiej ode mnie, często mnie ogrywali, więc po prostu siadałam i obserwowałam, jak prowadzą piłkę, jak łatwo zdobywają punkty. Patrząc na nich, uczyłam się.
Dorastałaś w Chicago, czyli mieście Michaela Jordana. Byłaś fanką?
– Oczywiście. W latach 1993-1998 całe miasto żyło Bullsami. Kiedy wygrywali, były parady, wychodziliśmy na ulice, staliśmy na dachach samochodów, odpalaliśmy fajerwerki. To były niesamowite czasy!
Czytaj dalej w październikowym numerze Kroniki.
Warning: Undefined array key 0 in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
Warning: Trying to access array offset on null in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
