Marzec 2026: Sowie noce
Autor: Aleksandra Fortuna-Nieć

Późna zima i przedwiośnie to dobry czas na obserwacje sów, choć samo słowo ,,obserwacja” należy tutaj traktować niedosłownie, bowiem na te tajemnicze nocne ptaki prowadzi się bezkrwawe łowy zdecydowanie bardziej przez nasłuch niż przez ogląd i może być, że podczas takowej obserwacji żadnej sowy nie ujrzymy.
Większość gatunków sów lęgnących się w Polsce to gatunki osiadłe (nie odlatujące na zimę). Dotyczy to choćby puszczyka – najpospolitszej krajowej sowy, którego uświadczyć możemy także w Bochni przez cały rok. Dlaczego więc okres końca zimy i początku wiosny szczególnie nadaje się do dokonywania nasłuchów? Wynika to z dwu powodów. Po pierwsze, gdy drzewa nie mają liści dźwięk znacznie lepiej się niesie – odgłosy nocnych ptaków można usłyszeć z dalszej odległości i wyraźniej. Po wtóre rzeczony czas sowy spędzają na walkach terytorialnych i dobieraniu się w pary, co wiąże się ze wzmożonym wydawaniem odgłosów.
Na podstawie swoich obserwacji z ostatnich kilkunastu lat stwierdzić mogę, że Bochnia zdominowana była w tym okresie przed dwa gatunki sów: sowę uszatą i puszczyka zwyczajnego.
Sowa uszata, zwana też uszatką, to ptak średniej wielkości, odznaczający się charakterystycznymi ,,uszami”. Ich nazwa jest z punktu widzenia biologicznego błędna – nie są to żadne uszy (te znajdują się wewnątrz głowy), a odstające kępki piór. Uszatka nie jest jedyną polską sową posiadającą ów osobliwy przymiot. ,,Uszka”, acz nie tak okazałe, posiada również, nieco większa od niej, sowa błotna zwana też uszatką błotną. Obok niej obecne są one jeszcze u syczka – maleńkiej sowy strefy śródziemnomorskiej, regularnie zalatującej do Polski (w zeszłym roku stwierdzono jej pierwszy lęg na Górnym Śląsku) oraz u największego krajowego przedstawiciela tego rzędu – puchacza. Uszatka pokrojem i upierzeniem przypomina puchacza, acz jest od niego przez pół mniejsza i osiem razy lżejsza.
W przeciwieństwie do trzech wymienionych wyżej ,,uszatych” gatunków, sowa uszata jest ptakiem pospolitym. Wielokrotnie obserwowałem ją w Bochni. W przeciągu ostatnich kilkunastu lat rokrocznie (lub niemal rokrocznie) wyprowadzała lęgi na terenie Plant Salinarnych. Przełomem zimy i wiosny, wieczorami, można było usłyszeć nawołujące się osobniki dorosłe: krótkie, głuche i donośne pohukiwania samca, przypominające odgłos dęcia w pustą butelkę oraz wyższe i przeciągłe ,,kwiki” samicy. W czerwcowe wieczory od plant niosły się wysokie, krótkie gwizdy młodych osobników dopominających się o pożywienie – oczywiście, jeżeli rodzicom udało się wyprowadzić lęg. Uszatki z naszego miejskiego parku nie były zbytnio płochliwe – nie uciekały, gdy oświetlało się je latarką, a często można było je zobaczyć, jak przysiadały na słupach-lampach przy dawnym boisku Szkoły Podstawowej nr 2. Za dnia ptaki zwykle odpoczywały w koronach drzew. Nie raz udało mi się zaobserwować siedzącego cicho i nieruchomo osobnika dorosłego w bezpośrednim sąsiedztwie budynku ,,dwójki”, pełnego hałaśliwych dzieci. Wprawne oko, nawet wpatrując się w ziemię, dość łatwo dostrzec mogło drzewo, które upatrzyła sobie uszatka jako miejsce dziennego odpoczynku. Przestrzeń pod nim była gęsto upstrzona odchodami, a wśród nich zdarzało się natknąć na wypluwkę, czyli zwrócone przez ptaka niestrawione części zdobyczy: futro, pazury, zęby, kości zbite w kulkowatą bryłkę.
Artykuł Dominika Zwierniaka można przeczytać w całości w marcowym numerze Kroniki.
Warning: Undefined array key 0 in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
Warning: Trying to access array offset on null in /home/users/mdkbochnia/public_html/mdk.bochnia.pl/wp-content/themes/maaya-child/single-kroniki.php on line 81
